Mój egzamin gimnazjalny - garstka wspomnień z przed 6 lat! ;)

Egzamin gimnazjalny już niedługo będzie wspomnieniem nie tylko w pamięci mojej i moich znajomych, ale również i w całym systemie edukacji w Polsce, postanowiłam zatem sobie trochę przypomnieć... jak to było!
Wspominając tamte czasy dopiero uświadomiłam sobie, że już 6 lat minęło! Ale jak, kiedy?!

.

Większość wydarzeń pamiętam jakby to było dosłownie wczoraj. No może poza pytaniami, które magicznie szybko uleciały z mojej głowy! ;)

Przyznam szczerze, że do egzaminów gimnazjalnych nie przygotowywałam się jakoś szczególnie i z czasem stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że nie było to potrzebne. To są tego typu testy, że jeśli chodzi się do dobrej szkoły, to wystarczy tylko i wyłącznie wiedza z zajęcia, no i oczywiście jakieś tam nasze ogólne zainteresowanie światem i otoczeniem.

Sama sesja egzaminacyjna nieszczególnie mnie przejęła. Był to raczej czas, gdy podchodziłam do wszystkiego na zasadzie "przecież to nie mój pierwszy test/egzamin- zdam", a tutaj przy okazji jest wolne popołudnie.

Spacer zawsze na plus!

Na takim luzie zaczęło się od tego, że na pierwszy egzamin omal się nie spóźniliśmy! 
Wparowaliśmy na korytarz przed salą gimnastyczną w ostatniej chwili, gdy już większość siedziała przy swoich ławkach.
Powód? Spacer!
Tak, tak. Tuż przed egzaminem, w sukienkach i garniturach poszliśmy na kilkukilometrową przechadzkę. Tak jak to mieliśmy codziennie w zwyczaju. Każdego dnia rano, jeszcze przed lekcjami robiliśmy sobie taki przynajmniej 3km spacer.

Stres?

Stres to nic dobrego. Szczególnie na egzaminach!
Niestety zazwyczaj w szkołach wygląda tak, że egzamin jest przedstawiany uczniom jako coś nie wiadomo jak ważnego, od czego niemal zależy nasze życie. A tak jest jedynie po części.
Jasne, że dobry wynik jest przydatny- pomaga dostać się do dobrej szkoły, na lepsze studia itd., ale z drugiej strony nie powinno to być coś, przez co nie śpi się po nocach!
Ja widziałam płacz, histerię, ale pamiętam też mdlejącą koleżankę, która tak strasznie się denerwowała samym egzaminem, że w pewnym momencie wręcz osunęła się na ziemie idąc do swojego stolika. Widok naprawdę nic przyjemnego! Szczególnie jeśli pierwszy raz bezpośrednio przy tobie ktoś traci przytomność.

Ona mdlejąca, a z drugiej strony my. Chichoczący się między sobą i mam wrażenie ubawieni ze wszystkiego. Jestem pewna, że gdyby to był egzamin na studiach i gdyby nasi nauczyciele nie znali nas tak dobrze jak znali, to zadzwonili by po policję i przebadali alkomatem. Ja reaguję śmiechem na bardzo wiele emocji: radość, podenerwowanie, rozluźnienie atmosfery, odstresowanie, znużenie - są to różne rodzaje śmiechu i ten mnie dobrze zna, kto umie je rozróżnić! ;)

Kochanowski... zawsze i wszędzie!

Wspominałam już, że ja na każdym egzaminie i każdej olimpiadzie miałam coś o Kochanowskim?
Kochanowski, Kochanowski i jeszcze raz Kochanowski. Zawsze. I wszędzie! ;D

Jeśli nie, to teraz się "pochwalę". Zarówno na egzaminach w podstawówce i gimnazjum, jak i na maturze zarówno pisemnej jak i ustnej miałam właśnie coś o Kochanowskim. Na olimpiadach z polskiego i historii również. I nie powiem, przynosił mi szczęście, zawsze.
Chociaż tak naprawdę nie wiem który z Kochanowskich bardziej mi te szczęście przynosił. Może jeden i drugi, kto wie! ;D

Jeśli chodzi o sam egzamin, to prawie przez tego pana wyleciałam. I nie tylko ja. Pierw niekontrolowany napad śmiechu, później odruchowe szukanie telefonu w kieszeni, by napisać SMS do znajomych. Pani z komisji ten odruch jakoś się nie spodobał.

Egzamin w pół godziny? Da się zrobić!

Sądzicie, że wychodzą pierwsi ci, którzy przeczytali arkusz i są przekonani, że nic więcej nie wymyślą? Ja tak kiedyś myślałam- do czasu.
W czasie egzaminów gimnazjalnych zapamiętałam szczególnie... szybki koniec jednego z kolegów.
Hmm źle to ujęłam, ale wyszedł z egzaminu z matematyki dosłownie po trochę ponad 30 minutach... i napisał go na ponad 90%.
Niech mi ktoś powie jak, bo ja do dzisiaj nie wiem jakim cudem on to zrobił w takim tempie!!

Co miałeś w ... zadaniu?

Oddajesz arkusz, opuszczasz salę i czym prędzej biegniesz do szatni, by dowiedzieć się co zaznaczyli znajomi. Ahh! ;D Pamiętam wymianę odpowiedzi w szkolnej szatni, nawet pamiętam niektóre zadania o które wtedy "kłóciłam się" z przyjaciółką, o to jak liczyliśmy sobie ile mniej więcej % nam wyjdzie. Małe rzeczy, ale jak teraz to wszystko wspominam to mam takiego banana na twarzy, że szok! ;p

A poza tym

A poza tym wszystkim co już wcześniej napisałam, to pamiętam plastikową łyżkę, która powyginała mi się w zupce chińskiej kupionej w sklepiku tuż przed egzaminem, żeby nie burczało w brzuchu w tej ciszy, pamiętam też ubrudzony farbą ze świeżo malowanych pasów obcas i bieg na autobus. Myślę, że wtedy doliczając kilka sekund za kilkucentymetrowe obcasy na nogach mogłabym się zmierzyć z samym Usainem Boltem! ;)

Czy coś jeszcze? Na ten moment chyba jest to wszystko, natomiast moja pamięć po takim czasie może być też lekko przykurzona, więc chyba sama dla siebie będę edytowała ten wpis, gdy tylko coś jeszcze mi się przypomni. Za kilka lat chętnie wrócę do tych wspomnień- kto wie, może by sobie przypomnieć cóż to takiego był ten historyczny egzamin gimnazjalny!

Tym postem chciałabym Wam też uświadomić, że egzaminy to nic strasznego. Wiem, że łatwo się mówi będąc już dawno po nich, ale naprawdę nie ma się nimi co stresować- przecież to nie Wasze pierwsze i nie ostatnie.
Z odpowiednim podejściem można je zdać całkowicie bezboleśnie, a przy okazji zafundować sobie w tym czasie same dobre wspomnienia, a i przy okazji osiągnąć lepsze wyniki!
Pamiętajcie, zestresowani nie myślimy i nie łączymy faktów tak dobrze, jak wtedy, gdy jesteśmy na naszych optymalnych obrotach. Tak na egzaminie gimnazjalnym, jak i na maturze. ;)

Trzymajcie się ciepło, a Wam drodze uczniowie powodzenia! Zazwyczaj jest tak, że ostateczne wyniki są lepsze, niż się tego spodziewamy! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz