Obserwuj bloga przez e-mail

W pogoni za ideałem. Czy da się odnaleźć siebie w erze życia na pokaz?

W pogoni za ideałem. Czy da się odnaleźć siebie w erze życia na pokaz?

Świat oszalał! Z roku na rok pędzi coraz szybciej. Rosną oczekiwania, rośnie presja społeczeństwa. Po środku tych wszystkich ludzi, gdzieś w tym tłumie jesteśmy my. Każdy z nas jest w tym olbrzymim systemie jak jakiś maleńki trybik. Niby maleńki dla ogółu, a jednak każdy od niego oczekuje rzeczy wielkich. Rzeczy często ponad siły normalnego człowieka.

.
Środowisko wymusza od nas bycie NAJ.
Od wczesnego dzieciństwa jesteśmy uczestnikami wyścigu szczurów.
Być może same tego doświadczacie, a jeśli nie to przyjrzyjcie się kiedyś jak wygląda wyjście z dzieckiem na plac zabaw. Oczywiście nie zawsze, ale bardzo często. Dziecko w markowych mini ciuszkach, w wypasionej spacerówce z bajerami. Mamusie czekające na ławce prześcigają się-oczywiście przy okazji- w licytowaniu cech swoich super dzieci, a często i tatusiów.
Poza placem zabaw powszechny jest również "konkurs" na najpiękniejszą córeczkę, na to kto daje rodzicom przespać nocki i pierwszy zacznie chodzić czy mówić, a później kto robi super postępy w przedszkolnych zabawo-naukach.

Etap szkoły to już szał! Głównym "wyznacznikiem" jest dostanie się do najlepszej szkoły i dobrze by było, żeby w tej szkole dziecko było po prostu najlepsze. No przynajmniej w swojej klasie! Takie minimum. Do tego oczywiście nienaganny wygląd i zachowanie na wszystkich spotkaniach z rodziną i znajomymi. Szczególnie tam!

Presja z roku na rok jest coraz większa bo i coraz więcej rzeczy trzeba godzić. Na poziomie (za moich czasów) gimnazjum korepetycje z każdego przedmiotu, to niemal obowiązek. Kursy językowe i zagraniczne obozy, to także bardzo dobrze postrzegany dodatek.

Co po szkole? Oczywiście studia, bo jakże inaczej. Jak by to miało się obejść bez wyższego wykształcenia. Wykształcenia zdobytego na prestiżowej uczelni, na jakimś "ważnym" kierunku, najlepiej z samymi 5.
W czasie studiów jeszcze w międzyczasie należy znaleźć idealnego kandydata na przyszłego męża, a tuż po studiach mieć już świetną posadę, chwilę później wziąć wymarzony ślub z hucznym weselichem na 400... ba! na 500 osób!, a po kilku latach kupić dom (oczywiście na kredyt).
W takiej kolejności czas pomyśleć też o dziecku, nie rezygnując przy tym z życia zawodowego i towarzyskiego na pełnych obrotach.

Żeby pozostać na topie wśród znajomych i nie stracić popularności w social mediach, w międzyczasie nie wolno pominąć wypasionej podróży na koniec świata i corocznego urlopu na tropikalnej wyspie, o których później nagramy vloga na youtube albo napiszemy wypasioną notkę na blogu.
Nie, to nie jest tak, że krytykuję wszystko. Nie uważam, że świat jest beznadziejny, a ludzie zatracili wszelkie wartości. W granicach zdrowego rozsądku może być to częściowo scenariusz marzeń. 
Uważam, że konsumpcjonizm nie jest zły. Ale no właśnie. Póki robimy to dla siebie i są to NASZE marzenia, a nie wszystkich ludzi dookoła. Rodziny, znajomych, czy internetowego "życia". Niestety, ale prawda jest taka, że coraz bardziej i coraz więcej ludzi żyje na pokaz. Żyją życiem na potrzeby internetu, w którym chcą za wszelką cenę pokazać, że oni osiągnęli coś więcej. Świat to w dużym stopniu wymusza. Nasze otoczenie.

Do czego to dąży?
Czy w obecnych czasach nie można być już sobą? Sobą wyznającym inne wartości? Człowiek dla którego nie zawsze więcej oznacza więcej. Człowiekiem dla którego wyznacznikiem własnej wartości nie jest konto na facebooku? Przecież popularne stwierdzenie głosi, że jeśli nie ma Cię na facebooku, to nie istniejesz!
Czy można być szczęśliwym spełniając oczekiwania innych, a nie swoje? Czy można osiągnąć w życiu harmonię będąc dla wszystkich, a nie mając czasu dla siebie?

.

Tak, sama jestem częścią tego biegu. Przyznaję. Kto z nas nie jest?
Z jednej strony jestem typem osoby, która lubi gdy się dużo dzieje i gdy ma dużo na głowie. Bardziej się męczę i czuję obco, gdy nie mam w co rąk wsadzić, ale z drugiej strony ostatnia sesja pokazała mi, jak i ja ugrzązłam w tym wyścigu szczurów.
W zasadzie przez ostatnie dwa miesiące nie miałam czasu dla bliskich mi ludzi i na ważne dla mnie sprawy. Ja nawet dla siebie nie miałam czasu!
Odkładałam na bok własne zdrowie. Spałam po 2h, jadłam co popadnie-byle szybciej. Przecież trzeba pracować, trzeba robić studia i to jeszcze nie z byle jakimi ocenami, bo jednak coś wypada zaprezentować na dyplomie. Do tego dom. Jakby to było, gdyby panował w nim totalny chaos. Tak, z natury jestem raczej perfekcjonistką. I czasami jest ciężko.
Z drugiej strony na szczęście życie nauczyło mnie mówić NIE, więc zwykle najwięcej energii poświęcam temu, co uważam że ma dla mnie znaczenie i sens. Często staram się wyrwać z pędu, zrobić sobie przynajmniej "urlop", ale prawda jest taka, że nie w każdej sytuacji się da. Nie da się uciec od codzienności na dłużej. Trzeba żyć, pracować, być wśród ludzi. Czasami także wirtualnie.

Zatem i ja wciąż uczestniczę w tym wyścigu. Wyścigu na wykształcenie, doświadczenie zawodowe, odhaczone kursy, odwiedzone kraje, ubiór, wygląd, a za parę lat dojdzie kategoria super żony i matki.
W utartym schemacie kobieta powinna być dobrą żoną, matką, panią domu, bizneswoman, przy tym powinna być zadbana, perfekcyjnie ubrana i umalowana. A w towarzystwie ma błyszczeć. Powinna?
Takie oczekiwania wysuwa obecny świat. Świat, który trochę oszalał! Taka postawa możliwa jest chyba tylko w grach komputerowych i filmach. W pracy często samo się wali w sytuacjach na które nie mamy wpływu, dzieci chorują, my chorujemy i się starzejemy. A czasami niedosypiając nie mamy czasu albo ochoty na idealny makeup.
Obiecuję sobie, że jestem częścią tego wariactwa tylko jeszcze kilka lat. Obiecuję sobie, że później zwolnię. Dla rodziny, ale i dla siebie. Zobaczymy jak to będzie. Wiem jedno- dla nikogo nie jestem w stanie poświęcić więcej, niż dla ludzi których kocham. Oni odwdzięczają mi się siłą, którą od nich czerpię.

Cały ten wyścig robi się coraz bardziej chory. Gdzie w tym wszystkim liczy się po prostu CZŁOWIEK? Gdzie liczymy się MY? Co będzie za kilka lat, kiedy w dorosłość wejdzie pokolenie dzieci, które dorastały w tym od urodzenia?
Kiedyś mówiono, że w modelingu nie ma przyjaźni. Każdy walczy tylko o siebie i idzie dalej bez względu na cenę. Mam wrażenie, że obecnie tak wygląda codzienność każdego z nas, a o prawdziwą przyjaźń- szczególnie gdzieś na gruncie zawodowym coraz ciężej!

Teraz liczy się to jaką mamy pozycję, ile mamy i co mamy. Nie ma znaczenia czy nas to uszczęśliwia, czy nie. Czy mamy czas dla rodziny, czy jesteśmy szczęśliwi w związkach. Grunt by dobrze wyglądało.
Być może trochę uogólniam, ale zastanówcie się, czy przypadkiem w jakimkolwiek stopniu nie tracicie przez ten wyścig tego, co dla Was ważne. A przede wszystkim co sprawia Wam radość.

.
Mam to szczęście, że mam naprawdę cudownych rodziców. To że są kochani, to chyba oczywiste, ale całe moje życie są dla mnie też niesamowicie wyrozumiali. Pozwalali mi na naprawdę wiele, ufali, ale dawali mi się przy tym uczyć na własnych błędach, zwrócę więc w tym momencie kilka słów w ich stronę: Kocham Was najmocniej na świecie! I dziękuję za to, że mogłam dorastając być sobą. Nie tylko córką Waszych marzeń. Bo wiem, że nie zawsze nią byłam i wciąż nie jestem typem idealnego dziecka. Gdyby nie Wy, gdyby nie jeszcze kilka osób, na które trafiłam na swojej drodze na pewno nie byłabym teraz tym kim jestem. I nie miałabym takiego charakteru.

To właśnie dzięki moim bliskim jestem tym kim jestem i spełniam się nawet w tym szalonym świecie. To właśnie oni w zasadzie nigdy nie wymagali nic ponad mnie. Rodzice zawsze mi powtarzali, że uczę się i robię wszystko dla siebie- nie dla nich. Żebym przede wszystkim myślała o tym czego ja chcę, na czym mi zależy i o konsekwencjach decyzji, które ja podejmę.
Sama często wywierałam na sobie presję bycia najlepszą córką, najlepszą wnuczką, uczennicą super prestiżowej szkoły.
Fajne jest to, że ani wtedy, gdy byłam dzieckiem, ani teraz gdy jestem już dorosła nie tworzą niepotrzebnej presji, a z drugiej strony wiem, że gdy potrzebuję zawsze mogę przyjść i przegadać co mi tam na sercu leży. Na zasadzie pomocy, nie przymusu.
Tym bardziej nie rozumiem rodziców, którzy oczekują od swoich rodziców złotych gór. Nie zależy im na szczęściu własnych dzieci, tylko na tym co powiedzą znajomi. Nie są dla dzieci wsparciem, a kłodami rzucanymi pod nogi. Kłód już mają wystarczająco dużo z zewnątrz. Internet jest bezwzględny, ludzie w nim sztucznie odważni, a dzieci coraz bardziej bezwzględne. Nie bądźcie tacy i Wy. Bądźcie rodzicami, nie stróżami porządku. Dzieci szybko dorastają. Dzieci mają swoje dzieci, które mogą mieć dziadków za obcych. Nie traćcie czasu, którego nigdy nie odzyskacie. Niektóre rzeczy nie tak łatwo odzyskać. Zaufania, ale i miłości nie da się zbudować z dnia na dzień. Widziałam to z bliska. Nie fajne jest takie życie. I wejście do takiej rodziny...

Mój K., bliscy przyjaciele dają mi wolność. Wolność której mój charakter tak bardzo potrzebuje, jednocześnie będąc obok. Daleko mi do ideału. Jestem wręcz bardzo ciężkim typem człowieka. Czasami sama nie jestem w stanie siebie zrozumieć. Oni rozumieją. Rozumieją, że nie zawsze będę miała czas, albo po prostu siłę. Rozumieją, że czasami podejmuję decyzję trochę inne, niż oni oczekują i czasami potrzebuję też chwili tak po prostu dla siebie. Za to Kochani Wam strasznie dziękuję. Bez Was ten (mój) świat stanął by już dawno temu na głowie!

Dzisiaj pozwoliłam sobie na trochę prywaty. Myślę, że starsi wiedzą jak ważne są odpowiednie osoby w naszym życiu, jeśli natomiast zaglądają tutaj młodsi ode mnie; Kochani, otaczajcie się ludźmi którzy wnoszą coś wartościowego do Waszego życia. Z którymi macie tematy do rozmów do samego rana, z którymi nawet deszczowy dzień bez telefonu czy komputera nie jest nudnym, z którymi nawet różnice zdań są dobrym powodem do spotkania się.
Ilość znajomych na facebooku, czy serduszek na insta nie da Wam szczęścia - NIGDY.
Wiem, że teraz żyje się głównie cyfrowo, jednak social media zakłócają prawdziwe życie. Zdjęcia są zaprogramowane pod odbiorców. Kolory podkręcone. Miejsca pokazywane w sieci, to często wyobrażenie autora- fotografa we współpracy z programem do obróbki o tym miejscu. Z ludźmi jest podobnie. Czy to ma być dla nas wyznacznikiem tego, kim mamy być i jak mamy żyć?

Dobrego wieczoru Kochani. Życzę Wam samych własnych wyborów. ;)
Copyright © Traviollini , Blogger