Deszczowa Chorwacja- obrazki, których nie zobaczysz w katalogu biura podróży!

Deszczowa Chorwacja- obrazki, których nie zobaczysz w katalogu biura podróży!

"Grunt żeby było ciepło, żeby były piękne widoki i duuuużo słońca"- takie były założenia na nasz ubiegłoroczny urlop. To wszystko mieliśmy mieć wręcz pewne nad Adriatykiem!

Przed wyjazdem nasłuchałam się, że latem w Chorwacji to w zasadzie nie pada, a jak już przychodzi jakiś deszcz, to chwila moment, 15 minut i wszystko mija- nawet nie ma sensu zwijać się z plaży. Będzie ciepło, będzie pewna pogoda, napływacie się w morzu, wyleżycie na plaży mówili. Tak miało być. Prawie idealnie! Ale los w tym przypadku zagrał nam trochę na nosach!


Walizki spakowane, w środku w zasadzie same typowo letnie rzeczy. W zanadrzu przygotowana jedynie przeciwdeszczowa kurtka (z myślą o Plitwicach oczywiście) oraz bluza i dłuższe spodnie na noc do auta.

Deszczowy poranek

Po drodze pogoda iście wakacyjna; cieplutko i słonecznie. W dniu przyjazdu, na miejscu było jeszcze fajnie, jednak następnego dnia rano obudziły nas... grzmoty i ulewny deszcz!

Niebo zaciągnięte czarnymi chmurami, "rozjaśniało się" tylko wraz z nadchodzącą kolejną białą smugą deszczu.




Wtedy wydawało się nam, że to pewnie na jeden dzień, jednak gdy następnego ranka sytuacja wyglądała identycznie, to już przeczuwałam, że będzie tak samo jak w naszych Beskidach. Jak już się naciągną te deszczowe chmury, to stoi to w miejscu i leje non stop przez kilka dni. 
Niestety ten scenariusz się sprawdził i "jeden dzień" trwał prawie tydzień!



Pogoda była tak paskudna, że nawet nie chciało się wychodzić. Do tego zrobiło się naprawdę zimno, część ludzi wychodzących m.in. na spacer z psem o poranku i wieczorami, miała na sobie grube (wcale nie letnie!) kurtki.

Miss mokrego podkoszulka i taniec w deszczu

Gdyby nie te przeszywające zimno, najchętniej wychodziłabym na zewnątrz w samym stroju kąpielowym, bo w ciągu tego tygodnia, zabawa w miss mokrego podkoszulka wychodziła mi idealnie... i regularnie. Taniec w deszczu również! ;D

Dodatkową atrakcją było bieganie na boso w strugach wody, przelewającej się przez wąskie chorwackie uliczki- przyznam szczerze, że wtedy całkowicie zapomniałam, że w teorii powinnam zachowywać się jak "dorosła poważna" i w sumie, to nieźle się bawiłam! A przy okazji naprawdę odpoczęłam od żakietów i szpilek. Pierwszy raz w życiu tańczyłam w deszczu, gdzieś poza plażą! ;p

Typowo filmowy obrazek: wracaliśmy z obiadu, w strugach deszczu, z mokrymi włosami, ubraniami przesiąkniętymi do ostatniej suchej nitki i butami w rękach. Żadne inne wakacje nie zapewniły nam jak dotąd podobnych wrażeń!

Wodnych wygłupów niestety uwiecznionych nie mam, ale pierwszy raz jak tak bardzo zmokłam się znalazł. ;)

Takich obrazków nie pokaże Wam żadne biuro podróży w swoim katalogu, ani nie znajdziecie ich wiele w internecie. Sama śmiałam się z siebie po powrocie, że dałam się nabrać na ten idylliczny obraz perfekcyjnych wakacji, a przy tym zapomniałam o czymś tak oczywistym jak... zwykły letni deszcz!



Nie ma tego złego!

Co Wy na taki urlop? ;p
Ja prawdę mówiąc na początku byłam najzwyczajniej w świecie zła i kilka razy nawet przysiadałam do pracy, bo poza laptopem i cienką książka nie zabrałam nic na zabicie czasu, jednak na szczęście miałam odpowiednią osobę która umiała mi to wybić z głowy, bo gdy emocje opadły i pomyślałam bardziej pozytywnie! Fajnie było pośmiać się z samych siebie moknąc w deszczu, fajne były te wygłupy w wodzie (tym razem tej prostu z nieba!)- bo nigdy nie ma tak źle, a lepiej może być zawsze!
Chociaż oczywiście w tym roku wolałabym jednak więcej słońca. ;D
Mocno jagodowe muffiny -> owocowe pieguski.

Mocno jagodowe muffiny -> owocowe pieguski.

Przełom czerwca i lipca, to wysyp sezonowych owoców. Pojawiają się one nie tylko w naszych ogródkach, ale również w pobliskich lasach.
Od dziecka zbierałam jagody i uwielbiam ich smak, więc nie mogłabym nie upiec z nich pysznych muffinek, które nie dość, że bardzo proste, to jeszcze tak smakowicie wyglądają!

Standardowo, do wypieków potrzebujemy tylko kilku składników, które znajdziemy praktycznie w każdym domu i oczywiście dodatkowo porcję jagód!

Składniki:

Suche

2 szklanki mąki
2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 - 2/3 szklanki cukru (w zależności od tego, jak słodkie wypieki lubisz. Ja zawsze daję pół szklanki)
2 łyżeczki cukru waniliowego

Mokre 

1/2 - 3/4 szklanki mleka (zacznij od pół szklanki, jednak jeśli masa będzie za gęsta, dolej jeszcze trochę mleka. U mnie często zależy to od wielkości używanych jajek)
1/2 szklanki oleju
2 jajka

Dodatkowo jagody. Tutaj już na oko. Dosyp ich do gotowego ciasta tyle, by naprawdę nie było "pustej masy" - u mnie ponad 1,5 szklanki.
Na koniec, przed wstawieniem do piekarnika, warto jeszcze kilka owoców sypnąć po wierzchu muffin. Będą ładniej wyglądały.

Przygotowanie:

Składniki mieszamy standardowo w dwóch miskach: w jednej suche- w drugiej mokre. Następnie łączymy je ze sobą i dodajemy jagody.
Jeśli chcemy, by jagody pozostały w całości i nie zabarwiły tak bardzo ciasta, musimy naprawdę delikatnie mieszać. Jeżeli natomiast zależy nam na trochę ciemniejszym kolorze babeczek, to można przemieszać odrobinę dokładniej.
Tylko pamiętajcie, muffiny nie lubią zbyt długiego mieszania. ;)

Teraz pozostaje już tylko nałożyć masę do foremek (ok 3/4 wysokości) i włożyć do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni.
Ja piekłam ok 40 min -> co prawda zamierzałam piec je 10 minut krócej, jednak przez wczorajszy mecz trochę przetrzymałam i jak widać wcale nie wyszły spalone, lecz po pół godziny w piekarniku, również nie będą surowe!


Uwielbiam takie proste i szybkie przepisy. Mam nadzieję, że Wam też się spodobają te babeczki. Smacznego! ;)
Jeziora Plitwickie- zachwyt czy rozczarowanie?

Jeziora Plitwickie- zachwyt czy rozczarowanie?

W każdym przewodniku po Chorwacji i na każdej stronie typu "co zobaczyć w Chorwacji"- Jeziora Plitwickie zapewne ujęte będą jako punkt obowiązkowy!Malownicze krajobrazy, krasowe jeziora i liczne wodospady.
Park, który został doceniony przez UNESCO, wpisem na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego.

źródło

Ogólna opinia

W internecie znajdziecie bardzo bardzo wiele pochlebnych opinii o tym miejscu i nieustające zachwyty. Nad widokami, nad klimatem, nad organizacją i tak dalej...
Ja, oglądając przed wyjazdem zdjęcia, byłam pewna, że muszę tam pojechać, że chcę to wszystko zobaczyć na własne oczy!
Uwielbiam jeziora, uwielbiam długie wędrówki i tego typu miejsca.
Tak naprawdę, był to chyba najbardziej wyczekiwany przeze mnie punkt tego wyjazdu, bo morze też lubię, ale leżenie plackiem na plaży, to zdecydowanie nie dla mnie!

Bilety nie należą do najtańszych, jednak bez wahania postanowiliśmy zainwestować w zobaczenie takiego miejsca!


Moja opinia

Jakie były moje odczucia po całym dniu na szlaku? Przyznam szczerze, że byłam po prostu ROZCZAROWANA!
Nie twierdzę, że nie jest to piękne i niesamowite miejsce. Natura funduje nam w Plitwicach fascynujący spektakl, jednak po tym wszystkim, czego naczytałam się wcześniej w internecie, spodziewałam się czegoś więcej. Czegoś... co sprawi, że szczęka mi opadnie i z jednym wielkim WOOW będę szła dalej, chcąc jeszcze więcej. Tego nie było. Niestety!
Być może jakiś wpływa miała na to również kiepska na początku pogoda, jednak jakby nie było, w mojej opini jest to miejsce przyjemne, ale nie powaliło mnie na kolana.

Pewnie gdybym wcześniej nie była w Szwajcarii, to bym się zachwyciła, ale jeśli mam porównanie... to zdecydowanie bardziej wolę alpejskie krajobrazy, wśród których również są liczne wodospady, wąwozy, mnóstwo zieleni, a przy tym po prostu większy spokój. A kolor wody... cóż, na pewno nie dorównał temu w Szwajcarii!


Co mi nie pasowało

Najpierw zacznę może od strony czysto technicznej.
Mam świadomość, że Plitwice są bardzo obleganym turystycznie miejscem i naprawdę byliśmy tego świadomi przed wyjazdem, jednak tam to wszystko doszło do granic możliwości! Dobrze ponad godzina czekania w kolejce do kasy, przepychanie się, niemiłe docinki... mówię Wam- totalne szaleństwo! Wątpliwa przyjemność uczestniczenia w takim "przedstawieniu".

Do tego bilety sprzedawane w bodajże dwóch kasach. Fakt, że był to początek września, czyli według cennika, już po głównym szczycie sezonu, jednak jako, że Bawaria miała w tym okresie jeszcze ferie, to było mnóstwo niemieckich rodzin z dziećmi, sporo polaków, Rosjan, nie wspominając już o azjatyckich wycieczkach... jeśli to było "po szczycie", to ja nie chcę wiedzieć, co dzieje się tam w lipcu i sierpniu!!

Gdy w końcu udało nam się zakupić wejściówki, przeszliśmy do stacji kolejki, która miała podwieźć nas na dalszą część szlaku. I tutaj również zaczęły się przysłowiowe schody.
W parku oznaczonych jest kilka tras, o różnym poziomie trudności i przewidywanym czasie przejścia po danym szlaku. Niestety, przez tak długą kolejkę nie mogliśmy wybrać tej najdłuższej, ale chcieliśmy przejść taką średnią. Zrobiliśmy zdjęcie mapy i chcieliśmy ruszać.
Jak się okazało, pierwsze zamieszanie pojawiło się już przy przejeździe do drugiej stacji. Ponownie tłumy turystów, obsługa jakby trochę zagubiona. Nikt nie był nam w stanie powiedzieć, jak często będą odjeżdżały kolejki przy takim tłoku i jak duże one będą. Na szczęście w końcu się udało!

Po dotarciu na miejsce, podążając za znakami, które wskazywały nasz szlak ruszyliśmy w drogę. Na początku wszystko było OK, jednak już po chwili, okazało się, że przejście na trasie było zamknięte, obejścia tak naprawdę brak. Szybki powrót do miejsca wyjścia, jednak dopytywanie pani w informacji nie pomogło, bo ona była przekonana, że wszystko jest udostępnione.

Ruszyliśmy w końcu innym szlakiem, jednak po mniej więcej 2h drogi, na trasie spotkaliśmy równie zdezorientowaną parę z Polski, która szła z przeciwnej strony. My pokierowaliśmy ich, oni nas, jednak chyba nie tak to powinno wyglądać, prawda?


Co było fajne

Widoki oczywiście na plus. Natura faktycznie stworzyła tam spektakl przyjemny dla oka. Dodatkowo wielkość tego obszaru, poczucie olbrzymiej przestrzeni, do tego liczne jeziora i odbijająca się w nich zieleń drzew. To było przyjemne. 
Do tego, jak już wcześniej wspomniałam, trafiliśmy na bardzo wielu fajnych ludzi na szlaku, którzy nie dość, że pomocni, to jeszcze chociażby niejednokrotnie zatrzymywali się lub schylali, gdy np. robiłam zdjęcie.

Gdyby udało się bez problemu znaleźć jakiś spokojny szlak, gdzie nie idzie się gęsiego w tłumie, to myślę, że byłoby to idealne miejsce, do pobycia ze sobą sam na sam. Do ucieczki od betonowego świata.

Czy polecam?

Nie chcę Was zniechęcać do tego miejsca. Zupełnie nie o to mi chodziło!
Czy warto odwiedzić Plitwice? Warto! 
Nie nakręcajcie się jednak na coś spektakularnego w takim ogólnym ujęciu. Lepiej być pozytywnie zaskoczonym, niż się rozczarować.
Podejrzewam, że większości z Was się tam również spodoba, ale czy wyjdziecie oczarowani... przyznam szczerze, że nie wiem. Ja nie wyszłam. Niestety, jak na razie nie mogę przytakiwać innym i potwierdzać, że jest to raj na ziemi.

Myślę, że za kilka lat chciałabym tam jeszcze raz wrócić- tym razem jesienią, gdy zarówno kolorowe liście zamienią miejsce w bardziej magiczne, jak i również tłumy będą mniejsze.
Dam jeziorom jeszcze jedną szansę. Być może następnym razem odbiorę je inaczej. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś i ja będę zauroczona Plitwicami! ;)

Jak na razie, postawię jednak na miejsca wśród natury, które nie są aż tak bardzo oblężone. W miastach, aż tak bardzo nie przeszkadzają mi tłumy, chociaż też staram się ich unikać przy zwiedzaniu, jednak jeśli wybieram się "bliżej natury", to liczę na trochę więcej "ja i natura"!

Więcej o naszym spacerze po Plitwicach napiszę w następnym tygodniu. Już dzisiaj, zapraszam Was serdecznie na ten wpis. ;)
EDIT: Spacer po Plitwicach -> KLIK
Autem do Chorwacji. Subiektywny poradnik.

Autem do Chorwacji. Subiektywny poradnik.

Wakacje rozpoczęły się na dobre. Lipiec już się z nami powitał, więc sezon urlopowy również w pełni. Dzisiaj trochę dla zmotoryzowanych, a przede wszystkim dla tych, którzy postanowili spędzić swoje wakacje nad Adriatykiem i wybierają się tam własnym autem. Krótki przewodnik praktyczno- subiektywny. ;)

źródło

Bałkany są na tyle blisko, że nie jesteśmy "skazani" na samolot i ograniczony bagaż. Pakujemy wszystko co nam potrzebne i.. w drogę! ;)
Jeśli chodzi o czas podróży, to oczywiście w najdogodniejszej sytuacji są mieszkańcy południowej Polski, bo im taka jazda zajmie zaledwie kilka godzin, co przekłada się na ilość śląskich i opolskich rejestracji już tam na miejscu- gorzej mają Ci z centralnej i północnej części kraju, jednak dobrze organizując taki wyjazd, droga może minąć sprawnie i całkiem przyjemnie. ;)

Nasza trasa wyglądała tak:


Przez Polskę

Jeszcze przed wyjazdem warto opracować sobie najbardziej optymalną trasę- pamiętajcie, że najkrótsza trasa nie zawsze znaczy najlepsza, a i polskie autostrady, to też nie zawsze najlepszy wybór; szczególnie ja, jakoś zawsze mam szczęście do kosmicznych korków na bramkach, albo wiecznego zwężenia do jednego pasa i ograniczeń 30-40 na godzinę (pozdrawiam szczególnie trasę Katowice- Kraków ;p). Ekspresówki to podobna nawierzchnia, podobne skomunikowanie i podobna prędkość, a i taniej i zazwyczaj sprawniej! ;)

Wyruszając z domu mieliśmy do przejechania prawie 700km przez Polskę, z czego większość przebyliśmy S7 i S1. Opcja idealna. Nie potrzebny ani GPS, ani szczególne zastanawianie się "który zjazd to ten właściwy"-nie było sensu kombinować.

Autostrady i drogi ekspresowe w Polsce. Stan na 26.06.2018. Źródło: GDDKiA


Jak jechało się przez Polskę? Sprawnie.
Dobry stan dróg, stosunkowo bez korków... było OK- tutaj jeszcze raz polecę ekspresówki. ;)
Co prawda właśnie przez wzgląd na trasę, zdecydowaliśmy się na wyjazd we wtorek, a i staraliśmy się nie wpakować w okolice dużego miasta (czyt. szczególnie Warszawy) w godzinach szczytu, dzięki czemu zaoszczędziliśmy na pewno trochę czasu!

Czechy

Najważniejszą kwestią, o której należy pamiętać wjeżdżając na drogi naszego południowego sąsiada jest zakup odpowiedniej winiety.
Do wyboru 10-dniowe, miesięczne i roczne- szczegóły możecie sprawdzić TUTAJ, jak i TUTAJ.

Legenda głosi, że gdzieś w Cieszynie również je dostaniecie, jednak jak pytaliśmy na stacjach w centrum miasta, to każdy wiedział, że gdzieś są, ale "dokładnie to pani 'tam' zapyta". Na spokojnie kupicie je jednak na stacjach przy drodze do granicy, a i podobno na samej granicy, też bez problemu dostaniecie. 

Pamiętajcie żeby sprawdzić, czy sprzedawca prawidłowo przedziurkował datę, czy Wy wpisaliście prawidłowo numery rejestracji i KONIECZNIE zachowajcie drugą część winiety, do ewentualnej kontroli!

Czesi- przynajmniej w teorii- oferują nam drogi, którymi szczególnie tranzytem powinniśmy przejechać sprawnie i bez problemów przez ich kraj. Jak jest w rzeczywistości? Jeszcze rok temu nie było aż tak najgorzej, ale bez rewelacji, a w niektórych miejscach można się było naprawdę pogubić. Chociaż za kilka lat, może być tam naprawdę przyjemnie!

Czeska sieć autostrad - stan na 2018 rok. Źródło: ceskedalnice.cz


Jeśli chodzi o przejazd przez Czechy, to mam wrażenie, że drogi mają tak samo bardzo w remoncie-a może i bardziej, niż w Polsce i w naszej części Niemiec, przez co nawigacja wariowała, więc szczególne skupienie na znaki bardzo wskazane. Na ten kraj polecam sporą dawkę cierpliwości i jakiś zapas czasu!
My po 200km przez Czechy, pozwoliliśmy sobie na nocleg w Brnie, by z samego rana móc  ruszyć w pełni sił w kierunku Austrii- tym razem zrezygnowaliśmy na chwilę z pędu i zjechaliśmy z autostrady, na rzecz pięknych lokalnych widoków; pól słonecznikowych, wzgórz, pagórków i małych wioseczek.

Austria

Austriacka sieć autostrad jest tak rozwinięta, że bez problemu wybierzemy najbardziej odpowiedni dla nas wariant trasy. Zarazem przejechanie bez winiety graniczyłoby z cudem, a i odbywałoby się w potwornych męczarniach!

Sieć austriackich autostrad i dróg szybkiego ruchu. Źródło: asfinag.at

Jeszcze przed wjazdem warto takową winietkę zakupić-do ubiegłego roku w sprzedaży były jedynie standardowe winiety w formie naklejek, jednak od tego możemy nabyć również te elektroniczne!
Okres na jaki sprzedawane są winiety to 10 dni, 2 miesiące oraz rok.
Informacje o cenach znajdziecie TUTAJ

Żeby nikt nie miał wątpliwości co i jak, austriacki zarządca dróg, każdego roku publikuje filmiki instruktażowe. Uważam, że to naprawdę fajny pomysł!


P.S. Swoją drogą, to uwielbiam tą dokładność. Sprawdzam dla Was aktualne info i widzę... "die Vignette in der Farbe Kirschrot". Haha podejrzewam, że niektórzy mogliby mieć problem, jaki to jest ten wiśniowy kolor ;D

Przez większą część Austrii przejechaliśmy w ekspresowym tempie, zdarzyły się ograniczenia na budowanych odcinkach w Wiedniu i okolicach Klagenfurtu- tam zarezerwujmy trochę dodatkowego czasu, jednak bez większych przestojów.

Jeśli nie znacie niemieckiego, polecam wcześniej rozeznać się w austriackich znakach, bo baaaardzo wiele z nich dotyczy np. jazdy we mgle, bądź ograniczeń dotyczących jedynie jazdy w nocy np. przez ciężarówki

Natomiast mity na temat Austriackiej policji o których aż huczy w sieci... włożyłabym między bajki! To, że ktoś ma u siebie porządek i pilnuje jego przestrzegania, a niektórym kierowcom wydaje się, że jak nie są u siebie, to już im wolno wszystko, to tylko i wyłącznie ich problem. Nie zauważyliśmy bezpodstawnej dyskryminacji ani polskich, ani niemieckich rejestracji!

Podróż przez Austrię zakończyliśmy wjeżdżając przez Karawankentunnel do Słoweni. Przejazd przez tunel jest dodatkowo płatny na bramkach- za osobówkę jest to koszt 7,20€.

Słowenia

Słowenia nie ma aż tak dużej sieci płatnych dróg, jak chociażby Austria, jednak również w tym kraju możemy skorzystać z płatnych odcinków. Oczywiście oznacza to kolejne winietki. Ich kontrola na autostradzie odbywa się co pewien czas na specjalnych bramkach z kamerkami- więcej m.in. o cenach przeczytacie TUTAJ

Muszę wspomnieć, że trafiliśmy tam na największe korki, ze wszystkich spotkanych po drodze!
W przypadku tego kraju, spokojnie da się ominąć odcinki płatne (chociaż sami nawet nie próbowaliśmy!).

Płatne autostrady w Słowenii źródło: dars.si

Autostrady wymagające winiet, to te, którymi przejedziemy między głównymi miastami i do granic. Jeśli chcemy zaoszczędzić i mamy więcej czasu, to możemy pomyśleć o opcjach alternatywnych, chociaż pamiętajmy, że jest to kraj górzysty z wieloma krętymi drogami, ze znacznymi przewyższeniami, które będą wymagały znacznego ograniczenia prędkości. Do tego część bocznych dróg jest bardzo wąska, czego sami w pewnym momencie doświadczyliśmy.

Chorwacja

Już prawie jesteśmy u celu. Jeszcze tylko kontrola na granicy, szeroki uśmiech i możemy jechać. Za chwilę będziemy u celu.

źródło

Powitała nas dobrej jakości autostrada- płatna na bramkach- i minimalny ruch na niej. Później, zależnie od tego gdzie się udajemy (my spędzaliśmy urlop na północy kraju), zjeżdżamy albo na boczne drogi, albo na autostradę prowadzącą m.in. do Splitu.
Interaktywna mapa -> KLIK

Na koniec chciałabym wspomnieć kilka słów o poruszaniu się po Chorwacji, bo ja początkowo przeżyłam szok. Nie mam pojęcia, czy to tylko takie nasze "szczęście", czy tam to tak funkcjonuje na co dzień, ale mam wrażenie, że w Chorwacji przepisy obowiązują... tylko turystów!

Auta na chorwackich blachach jeżdżą jak chcą. Ograniczenia ich nie dotyczą, ciągłe linie nie istnieją, a jak gdzieś jest "stop", to chyba tylko dla urozmaicenia krajobrazu.
Raz uraczyliśmy pełnej przepisowości... jak się okazało- 300m dalej, za zakrętem czekała policja! ;)


Przed podróżą warto też zwrócić uwagę na różne przepisy dotyczące kierowców do 24 roku życia i obowiązkowego wyposażenia samochodu- w tych krajach, w odróżnieniu od Polski, policja może wymagać od nas apteczki i KOMPLETU żarówek wraz z bezpiecznikami oraz kamizelki odblaskowej, dla każdego podróżnego! I tutaj nie ma co dyskutować. Pamiętajmy, że konwencja wiedeńska to jedno, ale życie to drugie. A my przejeżdżając przez dany kraj jesteśmy "gośćmi" i powinniśmy dostosować się do obowiązujących u gospodarza przepisów!

Drogę powrotną pokonaliśmy w całości- non stop. Pomimo baaardzo kiepskich warunków, udało się zmieścić w dobie. Czy coś byśmy zmienili w trasie? Myślę, że następnym razem odbilibyśmy w Wiedniu na Bratysławę i dojechali do polskiej granicy przez Słowację, a nie przez Czechy, albo w Austrii od razu na Niemcy, ale to już bardziej przez nasze indywidualne preferencje.

A teraz życzę Wam sprawnego planowania, szerokiej drogi i udanego urlopu!
Pozdrawiam, Viola ;)