Życzenia Wielkanocne.

Życzenia Wielkanocne.

Wielkanoc- święta kojarzące się z wiosną; zielonym zbożem, świeżą rzeżuchą, smakujące jajkami, mazurkami i innymi pysznościami, które zagoszczą na naszych stołach!
Z jednej strony to święta religijne, ale z drugiej- po prostu rodzinne! Właśnie w tej niejako blogowej "rodzinie", chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia!

źródło

Bez względu na to, czy teraz pieczecie swoje pyszne ciasta czy po prostu odpoczywacie i czy obchodzicie święta Wielkiej Nocy czy nie, chciałabym życzyć Wam wszystkiego co najlepsze. Dni spędzonych w gronie Wam najbliższych osób, w cudownej atmosferze, pełnej spokoju i miłości, niech w Waszych domach nie zabraknie też zapachów, które unoszą się już od wejścia i zapowiadają te wszystkie pyszności.
Poza tym, niech ten czas przyniesie Wam też coś nowego, coś lepszego- tak na zewnątrz, jak i w Was samych.
Wesołych świąt! ;)


P.S. A w wolnej chwili polecam krótki filmik. Osobiście uwielbiam oglądać tego typu pokazy, więc zostawiam go również tutaj.
Malowanie piaskiem- Wielkanoc. ;)


Pozdrawiam! ;)
Elbląg- najniżej położone miasto w Polsce.

Elbląg- najniżej położone miasto w Polsce.

Elbląg-miasto w województwie warmińsko-mazurskim, leżące na pograniczu nie tylko dwóch województw, ale i dwóch kultur. W skali kraju, z całą pewnością nie jest miejscem znanym każdemu, jednak warto zwrócić na nie uwagę, chociażby ze względu na fakt, że może pochwalić się licznych NAJ; jest jednym z NAJstarszych miast w województwie oraz w Polsce, a także tym NAJniżej położonym!



Początki Elbląga wiążą się z legendarną osadą Truso i Krzyżakami, którzy niedaleko niej zbudowali   pierwsze fortyfikacje, które jednak prawdopodobnie zostały zniszczone przez Pogezanów, więc Krzyżacy przenieśli się na tereny obecnego starego miasta.
To właśnie Krzyżacy obecni przez długie lata w mieście, przyczynili się do jego znacznego rozwoju,  którego podstawą stał się handel morski, powodujący napływ nie tylko towarów, ale i osadników z różnych krajów. Warto dodać, że Elbląg aktywnie uczestniczył w życiu Hanzy.

Niestety, od połowy XIV wieku, Elbląg zaczął stopniowo tracić na znaczeniu w stosunku do innych miast portowych, konkurując głównie z Gdańskiem, jednak podczas wojny Stefana Batorego ze zbuntowanym rywalem, miejscowy port ponownie wrócił do łask, a cały polski eksport i import przechodził wówczas przez port elbląski, aż do czasu zawarcia ugody pomiędzy mieszczaństwem Gdańska, a królem.

Elbląg zdecydowanie nie jest miejscem obleganym przez tłumy turystów, którzy przybywają autokarami- jeden po drugim. Przyćmiewaja je m.in. pobliski Malbork czy Gdańsk, przez co przez wielu turystów jest trochę pomijany… niesłusznie!

Sama przez długi czas traktowałam Elbląg tylko jako stację pośrednią w drodze do Trójmiasta, jednak jakiś czas temu postanowiłam dać mu szansę i się nie zawiodłam. ;)


Przyjeżdżając pociągiem lub autobusem, aby dojść na starówkę powinniśmy kierować się ulicą Grunwaldzką (jest to wyraźnie ważniejsza arteria), a następnie trzeba skręcić w ul. Hetmańską. Teraz wystarczy się rozejrzeć i ruszyć w stronę kościoła, który zlokalizowany jest w samym centrum.

Rynek nie jest duży. Nad wszystkim góruje monumentalny kościół św. Mikołaja, a całą okolicę zdobią kolorowe, ładnie odnowione kamienice.





Sam kościół prezentuje się ciekawie z każdej strony- zarówno od głównej ulicy, jak i od nabrzeża.
Krótki spacer zawsze warto sobie zafundować. ;)





W międzyczasie warto zajrzeć do informacji turystycznej znajdującej się w ratuszu miejskim, gdzie pracownicy podpowiedzą nam, co ciekawego możemy jeszcze w danym dniu zobaczyć (chcieliśmy wejść na wieżę kościoła, jednak niestety w tym dniu punkt widokowy był nieczynny. Działa on od wtorku do niedzieli i jest bezpłatny.)


Miasto od początku powstania ma bardzo silny związek z rzeką, więc punktem obowiązkowym jest spacer w okolicach nabrzeża i mostu zwodzonego. W pogodny dzień jest to wręcz idealne miejsce na chwilę oddechu – takowa będzie szczególnie ważna, jeżeli za chwilę chcemy się wdrapać po ponad 360 schodach na wieżę kościelną ;)


Jako ciekawostkę dodam fakt, że podobnie jak w innych państwach nadbałtyckich, ulice wytyczono prostopadle do rzeki, a przecinająca je w poprzek ulica stanowiła rynek- ciekawskim polecam porównanie z obecną sytuacją ;)

Jeśli dopisze nam szczęście, być może uda się również zaobserwować podnoszenie mostu.

W czasie naszej wizyty, niestety pogoda nie dopisała na tyle, by zostać na nabrzeżu dłużej, a zbierające się ciemne chmury zapowiadały nic innego jak solidny deszcz, więc nie chcąc zmoknąć, szybko trzeba było znaleźć przed nim jakieś schronienie.

Dobrą opcją okazało się wejście na kolejny punkt widokowy w mieście, który mieści się w wieży Bramy Targowej. Jest on również bezpłatny.




Co prawda wieża jest o wiele niższa od tej kościelnej, jednak z góry można rzucić okiem nie tylko na główną część starówki, ale także dostrzec dalsze uliczki, a nawet przyjrzeć się terenom wokół Elbląga, które zależnie od wybranego kierunku różnią się od siebie ukształtowaniem terenu. Widać zarówno Żuławy, jak i „falowaną” część pojezierzy.
Trzeba przyznać jednak, że pobliskie uliczki wyglądają z tego miejsca jeszcze lepiej niż z dołu!


Deszcz minął dosyć szybko, podobnie jak kilka godzin spędzonych w Elblągu, więc czas było wracać. Miasto niewątpliwie ma swój urok. Mnie zaskoczyło bardzo pozytywnie.

Kolorowe kamienice, odnowiony rynek, rzeka i miejsce w którym można złapać własne myśli. Do tego dobrze poinformowani i pomocni pracownicy informacji turystycznej, co wcale nie zawsze jest takie oczywiste.
Pospacerowaliśmy po rynku i okolicach, posiedzieliśmy nad rzeką, wdrapaliśmy się na wieżę… a dodatkowo nie musieliśmy gonić z językiem na brodzie od jednej atrakcji do drugie. Za to właśnie lubię te „małe turystycznie" miasta, których sporą część można odkryć już w kilka godzin. Co prawda zobaczyłam tylko te najbardziej znane punkty, a podejrzewam, że wiele miejsc poza centrum by mnie jeszcze bardzo zaskoczyło, ale ja lubię mieć po co wracać!

A tutaj jeszcze taka osobliwość z Elbląskiej ulicy.


Dlaczego na początku napisałam, że Elbląg leży na pograniczu? Być może wielu z Was nie wie, ale sami elblążanie w większości opowiadali się za dołączeniem miasta do woj. pomorskiego. Obecnie, wiele przedsiębiorstw współpracuje bardziej z Gdańskiem, niż z Olsztynem, większość studentów wybiera Uniwersytet Gdański, a nie Warmińsko – Mazurski, nawet moi znajomi elblążanie twierdzą, że do Trójmiasta jest im po prostu BLIŻEJ, szybciej i tak dalej można by wymieniać i wymieniać...


Czasami nawet śmiejemy się ze znajomymi, że tuż za Elblągiem czuć, że wkracza się w inny świat- jadąc pociągiem w stronę Olsztyna, raptem zaczyna stukać, pukać i trząść- dosłownie jakby zmieniały się tory, a jeszcze do niedawna S7 też wcale nie była taka super. Haha sytuacja dosłownie przypomina „tareczkę” na granicy polsko-niemieckiej ;p

P.S. Powroty są strasznie ciężkie. Staram się wrócić do dawnej regularności na blogu- chociaż pewnie tego, co było kiedyś już nie osiągnę, ale chciałabym znowu pisać tutaj z taką lekkością. No i przede wszystkim muszę powalczyć z tymi dłuuugimi tekstami. No cóż. Praktyka czyni mistrza, prawda? ;)

Pozdrawiam, Viola ;)
Wiosny czas!

Wiosny czas!


Wiosna zbliża się do nas coraz większymi krokami i nawet pomimo faktu, że na horyzoncie jeszcze (podobno) tydzień z mrozem, to aura zdecydowanie coraz bardziej radosna.
źródło

#FOTOGRAFICZNIE: wiosenne Orłowo zimą.

#FOTOGRAFICZNIE: wiosenne Orłowo zimą.

Są miejsca, w które lubi się wracać, nawet jeśli było się tam setki razy.
Często wraca się, by coś przemyśleć, ale tak samo często, by wyłączyć myślenie.
Orłowo to dla mnie mały azyl. Spokojny, a zarazem jaki piękny!



Wracając, z jednej strony wiem, że wszystko będzie na swoim miejscu: będzie morze, będzie molo, będzie klif, będzie też plaża i las dookoła, a w rzeczywistości wszystko to za każdym kolejnym razem jest inne niż poprzednio.
Różne pory roku, różna pogoda, różni ludzie wokół mnie, różne nastroje. Najdrobniejsze czynniki mają wpływ na to, że te same miejsca można postrzegać na miliony sposobów.

Inny kolor liści, barwa nieba, większe bądź mniejsze fale na wodzie. Lubię obserwować te zmiany… i w jakimś stopniu za każdym razem, gdy wracam na Orłowską plażę, ja też jestem już trochę inna niż wcześniej! Właśnie tutaj lubię „łapać” te małe zmiany.


„Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych. Najważniejsze jest, byś był lepszy od samego siebie z dnia wczorajszego.”


Tegoroczna zima była dziwna. Zdjęcia przedstawiają morze… w styczniu!
W zasadzie przez większość czasu zima przypominała bardziej przedwiośnie niż prawdziwą zimę, a to tylko zachęcało do spacerów!










Uwielbiam tu wracać, kocham tu być!
Wiele cudownych wspomnień wiąże się właśnie z Orłowem i mam nadzieję, że jeszcze wiele przede mną. Niby akurat to jest miejsce, gdzie lubię być sama, ale z drugiej tutaj spędzam czas tylko z tymi najlepszymi ludźmi.

Ciężko wytłumaczyć logicznie, dlaczego akurat ten fragment wybrzeża sobie tak upodobałam. Może ten klif, to dla mnie coś w rodzaju namiastki gór, może to kwestia tej spokojnej plaży, bez tłumów, które na co dzień przewijają się m.in. w Sopocie, a może po prostu wszystko razem sprawia, że dla mnie to moje ulubione miejsce na całym polskim wybrzeżu!








Hmm nie chciałam się aż tak rozpisywać, ale te widooki! ;D
Mam nadzieję, że spodobają Wam się moje migawki znad morza i że sami przy okazji wizyty w Trójmieście zobaczycie te przepiękne miejsce.

Pozdrawiam serdecznie, miłego popołudnia! ;)
Domowe pichcenie: Muffiny kawowe z białą czekoladą

Domowe pichcenie: Muffiny kawowe z białą czekoladą

Idealny deser? Powinien być szybki w wykonaniu, składać się z produktów, które zawsze są w domu...i oczywiście musi być pyszny!
Jednym z moich ulubionych muffinkowych połączeń jest kawa z białą czekoladą.
Skusisz się?

Lubię sobie od czasu do czasu coś upiec, jednak w momencie, gdy musiałam odstawić kakao (dodatkowo raczej nie słodzę) desery stały się dla mnie takim małym wyzwaniem- szczególnie poza sezonem ze świeżymi owocami.

Muffinki królują wśród moich wypieków od zawsze- jako nastolatka raczej nie garnęłam się do kuchni, a i mój talent w tej kwestii, to rzecz raczej wątpliwa, więc polubiłam je pewnie głównie dlatego, że są szybkie, proste i ciężko je zepsuć! Dodatkowo możemy połączyć w nich w zasadzie wszystko, co tylko nam się zawidzi.
A jeśli ktoś jest kawoszem tak jak ja, zdecydowanie powinien polubić się właśnie z tym przepisem! ;)

Nie przedłużając. Składniki do przygotowania muffinek:
-190g mąki
-100g cukru
-50g posiekanej białej czekolady
-2 łyżki kawy rozpuszczalnej
-1 jajko
-80 ml oleju
-ok. 160 ml mleka*
-łyżeczka proszku do pieczenia
*najprostszy sposób na określenie właściwej ilości mleka: bierzemy zwykłą szklankę i wlewamy do niej po 80ml mleka i oleju, a następnie wbijamy jajko. Teraz czas dolać do pełna mleka i gotowe!

W sporej misce mieszamy suche składniki (mąkę, cukier, rozdrobnioną czekoladę, kawę i proszek do pieczenia).
Do innego naczynia wlewamy olej i mleko oraz dodajemy jajko, następnie mokre składniki przekładamy do miski z suchymi i mieszamy. W tym przypadku nie starajcie się uzyskać idealnie gładkiej masy- grudki są tutaj jak najbardziej na miejscu ;)

Ciasto nakładamy do form i pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 200o ok. 25 min.

P.S. Jakiś czas temu próbowałam kawę rozpuszczać w mleku, zamiast dodawać ją do suchych składników i wychodziło równie smacznie. Od Was zależy, którą opcję wybierzecie. ;)

Smacznego i miłego niedzielnego popołudnia. A ja teraz uciekam oglądać skoki... i upiec babeczki. ;)

Oryginalny przepis pochodzi ze strony: Cukiernia Pianka