W rytmie muzyki: po włosku #1

W rytmie muzyki: po włosku #1

Mam wrażenie, że od kilku lat trwa nieprzerwanie moda na bycie "anglojęzycznym". Od rana do nocy w radio lecą angielskie piosenki, nasz rynek podbijają głównie wykonawcy ze Stanów, Wielkiej Brytanii... czy nawet Australii! A co z resztą?

źródło

Prawie już rozumiem, że przecież w Polsce nie słuchamy niemieckich piosenek (tak, tak. Przecież tego nie da się słuchać. Wiem. Nieraz słyszałam to od swoich znajomych), rosyjskie też są raczej na NIE!
Ale co z innymi? Włoskimi, Hiszpańskimi.. Czeskimi.. nawet Francuskimi? Też ich raczej niewiele.

Oczywiście nazwisko Iglesias od dawien dawna jest znane na naszym rynku i obecnie Enrique nie schodzi z TOPu.
Od pewnego czasu słyszymy co jakiś czas też piosenki Alvaro Solera..
Ale to chyba na tyle. Wciąż myślę czy nie ma jeszcze kogoś kto by się bardziej wyróżniał na naszych stacjach radiowych, ale mimo, że jeżdżę sporo autem to nikt taki nie przychodzi mi do głowy.

Sama nie jestem jakąś koneserką muzyczną- jeśli tak można to nazwać.
Spełnia ona u mnie 2-3 podstawowe funkcje.
Ma mi umilić jazdę podczas długich tras w pojedynkę bądź godzinnych postojów w korku  i trochę odmulić (sprawdza się idealnie!), pomóc w nauce, a czasem tak po prostu oderwać od świata.

Nie ograniczam się do konkretnego gatunku czy wykonawcy. Jeśli coś mi wpada w ucho to po prostu tego słucham, jeśli nie to nie (jadąc autem zazwyczaj kończy się to zmianą stacji!)

Kilka lat temu usłyszałam gdzieś przypadkiem piosenkę Emmy. Do dziś chętnie do jej utworów powracam- zawsze dodają mi jakiegoś takiego bardzo pozytywnego kopa energii.
Najczęściej słucham właśnie tych:

Emma- Dimentico tutto


Emma- L'amore non mi basta



Kolejna propozycja to coś z Mediolańskiego boiska.
Jest to w zasadzie jedna z piosenek klubu AC Milan. Od razu rozwieję wątpliwości- nie kibicuję akurat tej drużynie, ale lubię tego słuchać. Szczególnie w aucie.

Rossa Negro



Na pewno słyszeliście piosenkę naszego EURO 2012 "Endless Summer"


Ja zapraszam na trochę inną wersję tego hitu:


Poniższy utwór znalazłam na jakimś blogu. Fajne, lekkie brzmienie:  


Ostatnio odkryłam Alessandre Amoroso. Ma kilka ciekawych piosenek. Poniżej kilka z nich

Fidati ancora di me


Alessandra Amoroso - Comunque andare

Jeśli chodzi o ostatnią już pozycję...Francesca Michielin - Battito di ciglia.

Wiecie co? Wielu się zachwyca jej utworami, a mnie one jakoś nie przekonują. Zupełnie nie mogę w nich znaleźć tego czegoś co bym chciała.

Ten jeden natomiast jakiś czas temu zapodział się na jednej z moich playlist i zabrzmiał mi się gdzieś w drodze ze wspólnego obiadu. I tak ze wspomnieniami został, a ja od czasu do czasu sobie do niego wracam.

Posłuchajcie. Może Wy akurat będziecie w grupie "fanów" tej wokalistki.


Dajcie znać czy znaliście już wcześniej te utwory i czy wam się podobają.
Myślę, że to pierwszy taki post, ale raczej nie ostatni.
Włoskich piosenek nie znam zbyt wiele, więc następnym razem będę wrzucała tutaj utwory z innych krajów, które goszczą u mnie znacznie częściej.
Zależy mi też na stworzeniu takiej "starej playlisty" z piosenkami przy których dorastałam. Takich z lat 2000-2010. Co Wy na taki pomysł? Dajcie koniecznie znać;) 

Piszcie też swoje propozycje. Chętnie posłucham czegoś nowego. ;)
Szalona sobota z piłką ręczną i siatkówką w rolach głównych! POWRÓT.

Szalona sobota z piłką ręczną i siatkówką w rolach głównych! POWRÓT.

Piłka ręczna kiedyś była dla mnie czymś ważnym.. być może najważniejszym! Później to straciłam. Straciłam kawałek swojego serca, by móc zyskać coś innego. Zobaczyć boisko z innej perspektywy. Sport jest po prostu piękny. Pod każdą postacią!

"Sport pozwala pokazać wielu osobom piękną stronę życia (…). "
~Giba

Była sobota- ok. 15:30. Odpoczywałam na Orłowie. I już miałam się zbierać, gdy stwierdziłam, że jeden mecz sobie odpuszczę- pojadę dopiero na Polki. I tak się zaczęło!

Wtedy już wszystko poszło zupełnie inaczej niż miałam to zaplanowane.. ale od początku!

Jakiś czas temu przypadkiem znalazłam informację o turnieju towarzyskim w Gdańsku. 
Pomyślałam: czemu nie? Tęsknota za ręczną jak zwykle wzięła górę i kilka minut później miałam kupiony bilet. 


Zostało niewiele czasu. Sprawdziłam mniej więcej gdzie jest hala, popytałam znajomych i stwierdziłam, że trafię bez problemu. Koniec końców tak kolorowo nie było.

Zaczęło się od tego, że uciekła mi SKMka, potem przemokłam chyba na wylot, a gdy trafiłam już na halę.. okazało się, że pomyliłam godzinyi mecz zaczął się wcześniej niż byłam przekonana, że się zaczyna, więc zdążyłam już tylko na drugą połowę (taka gapa ze mnie!)


Nie było to spotkanie o podwójnej czy potrójnej dawce adrenaliny. Nie było też tłumów kibiców żyjących do szpiku kości tym spotkaniem, ale.. było fajnie! Tak po prostu. 

Znowu miałam blisko parkiet, piłkę, możliwość obserwowania kilku ciekawych akcji… tak, tego było mi trzeba!!

Wszystko skończyło się w mgnieniu oka, a na zegarze ledwo wybiła 19:30! Tak wcześnie miał się kończyć ten sobotni wieczór? Nie ma mowy!

Już wcześniej miałam smaczek na mecz Plusligi, ale organizatorzy pokrzyżowali mi plany godziną 20:00 w swoim „rozkładzie jazdy”.
A tu bum! Los namieszał: miałam okazję szybko kupić bilet i przenieść się na drugą halę. Daleko nie było!

Oczywiście tak pięknie nie mogło się to wszystko potoczyć i troszkę przybłądziłam (zdarza się, prawda?) tym samym pod Ergo byłam ok. 20:10. 
Nie miałam nawet wejściówki, co oznaczało – zgodnie ze starą olsztyńską tradycją z młodzieżówek- że weszłam spóźniona.

Nie powiem. Grupą było zawsze fajnie, poza tym u nas już wszyscy wiedzieli, że zawsze nas coś po drodze "zatrzyma", ale i tak zdążymy mniej więcej z pierwszym gwizdkiem bądź kilka minut po nim, ale tym razem nie u siebie nie było to zbyt komfortowe, a na dodatek… za karę dostałam od Treflika (czy innej maskotki- przepraszam, nie przyjrzałam się) po głowie! ;pp

Przycupnęłam na pierwszym wolnym miejscu nawet nie szukając swojego, z myślą, że przesiądę się po secie.


Tak też zrobiłam. Resztę meczu kibicowałam już z MOIMI LUDŹMI. Takimi prosto z Olsztyna! ;D 
I było niesamowicie fajnie. Nasza grupa mimo, że przyjezdna była wielokrotnie (może nawet cały czas? hmmm... ) głośniejsza niż miejscowi. 


I to było świetne! Poczułam się prawie jak w domu, chociaż… nie! Uranii to nie dorównało, ale ale było super! Wynik również przyniósł dodatkową radość.
(były wahania nastrojów. Nie było to takie łatwe 3:0!)


Jak to się stało? Nie mam pojęcia! Musiałam przejechać prawie 200km żeby zobaczyć po raz pierwszy w tym sezonie swoją drużynę na żywo!


Niestety na Uranię nie miałam kiedy zajrzeć, a tutaj.. po prostu się udało. 
I niesamowicie się cieszę, bo miało z tego meczu nic nie wyjść, a przypadkiem był to jeden z najlepszych weekendów w ciągu ostatnich 3lat!

Wróciłam wspomnieniami do starych dobrych czasów, gdy gościłam na hali tydzień w tydzień. Gdy każdy kolejny weekend ze znajomymi był jeszcze lepszy niż ten poprzedni- prawie jakbym miała znowu te 15 czy 16 lat… NIESAMOWITE UCZUCIE!

Mam najważniejsze osoby przy sobie, kocham podróże i trochę świata było mi dane już zobaczyć, uwielbiam moją robotę, moje auto… Mam prawie wszystko o czym zawsze marzyłam, ale kontaktu z piłką.. z boiskiem wciąż tak bardzo brakuje! I chociaż to tylko trybuny to jest to jakaś mała cząstka, która wypełnia lukę.

A na dodatek doświadczyłam kolejnych nowych wrażeń: pierwszy raz byłam sama na meczu i pierwszy raz byłam na meczu Olsztynian w „obcej” hali.

Ostatnimi czasy mam taki powrót do sportu. Od momentu, gdy Asia wyciągnęła mnie na mecz z Czarnymi- dzięki Kochana! (a na chłopaków z Radomia zawsze można liczyć- przynoszą szczęście niczym czterolistna koniczynka!) wszystko potoczyło się w zawrotnym tempie. 
Jak w 2016 przez cały rok byłam na 3 meczach, tak obecnie jest marzec 2017, a ja na swoim koncie mam już... 5! W przeróżnych dyscyplinach. A to dopiero początek!! ;D

Tymczasem- o ile dobrze pójdzie- za dwa tygodnie kolejny mecz!

Podzielcie się swoimi doświadczeniami ze sportem! Trenujecie coś, trenowaliście? A może tylko kibicujecie? 
Miłego wieczoru. ;)