Domowe pichcenie: Muffiny pizzowe- szybkie i pożywne przekąski.

Domowe pichcenie: Muffiny pizzowe- szybkie i pożywne przekąski.

Jedni nie jedzą słodkiego, inni po prostu nie mogą, a jeszcze inni chcą mieć coś na szybką przekąskę- chociażby zamiast drugiego śniadania w pracy czy szkole.
Muffiny pizzowe to pewnego rodzaju alternatywa dla słodkiej wersji tych wypieków.

źródło





Po raz pierwszy wypróbowałam je jadąc na zajęcia. Sprawdziły się idealnie!
Nic nie rozlewało mi się w torbie (jak wcześniej robione sałatki), jedną taką babeczkę mogłam swobodnie zjeść na raz, nie zawijając jej w milion torebeczek i odkładając "na później" do torby.

Do tego ich wielkim plusem- jak zresztą w przypadku wszystkich muffinek- jest czas i prostota przygotowania. Kilka minut i gotowe!

Co będzie potrzebne? W zasadzie nic, co nie znajdowałoby się na co dzień w naszej kuchni.

Składniki:

  • 200g mąki
  • 2 jajka
  • ½ szklanki oleju
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki sody
  • ½ łyżeczki oregano
  • ½ łyżeczki bazylii
  • 100g szynki
  • Kula mozarelli (spokojnie można zastąpić serem żółtym)

Sposób przygotowania:

W jednej misce łączymy suche składniki, w drugiej płynne.
Wszystko łączymy ze sobą mieszając przez chwilę.
Następnie dodajemy pokrojoną w kostkę szynkę i ser (zarówno mozarellę jak i żółty należy również pokroić w kostkę).
Mieszamy.
Silikonowe formy wysypujemy odrobiną bułki tartej (zapobiegnie przywieraniu ciasta), a następnie wypełniamy ciastem.
Pieczemy ok. 30-35 min w piekarniku rozgrzanym do 180o 


Smacznego! ;)

Mam nadzieję, że również polubicie taką odmianę muffin.

P.S. Najlepiej- w tym przypadku- sprawdzą się jednak formy sylikonowe. Za pierwszym razem, gdy użyłam tych papierowych, ciasto pod wpływem rozpuszczonego sera przykleiło się do papieru i w czasie jedzenia, niestety na właśnie na nim zostawała połowa muffinki. ;/

przepis pochodzi ze strony: jak-to-smakuje.blogspot.com
#FOTOGRAFICZNIE: Zima, ptaki i ośnieżone pola.

#FOTOGRAFICZNIE: Zima, ptaki i ośnieżone pola.


"Co ma zostać, zostanie, a co ma zniknąć, zniknie. Czas rozwiąże wiele spraw, a to, czego nie rozwiąże czas, sama rozwiążesz."
~Haruki Murakami [Tańcz, tańcz, tańcz]




Uwielbiam moment w którym szara i ponura zima, zmienia swoje oblicze w te słoneczne i znacznie bardziej przyjemne... bo tak naprawdę lubię zimę – nawet z temperaturą jaką ze sobą niesie!


Każda z pór roku ma swoją lepszą stronę.
Nie lubię krótkich dni, ciapy na drodze, a już tym bardziej godzinnego skrobania samochodu o 5 rano, ale za to uwielbiam spacery w słoneczne, bezwietrzne popołudnia. Dni kiedy mróz szczypie jeszcze w policzki, ale promienie słońca odbijając się od drobinek śniegu, jakby rozświetlają rzeczywistość.
W takie dni powoli czuć, że idzie ku wiośnie. Że świat promienieje. (a może to po prostu sprawa tego co się dzieje dookoła? Nie ważne. Jest pięknie!)



Chociaż czasami bywa jeszcze również tak:

Na szczęście już nie często! 

Dodatkowego uroku takim chwilom dodają też ptaki przylatujące na przygotowany im karmik. Czuć wtedy życie. Znika ta pustka, która przez chwilę panuje w te najkrótsze i najbardziej ponure dni.
Miło jest jeść śniadanie obserwując przy okazji przylatujące, coraz to nowe, kolorowe ptaki.












Nawet koty zamiast spać albo pilnować miski postanowiły wyjrzeć na świat! ;)




A takie zachody mogę obserwować i fotografować bez względu na porę roku! ;D


Lubicie zimę? Spacerowanie wśród ośnieżonych pól?

Miłego wieczoru. Może jutro rano zobaczycie takie widoki również w swojej okolicy ;)
#FOTOGRAFICZNIE: Gdynia Orłowo

#FOTOGRAFICZNIE: Gdynia Orłowo

(…) wolność ma wysoką cenę, równie wysoką jak niewola. Jedyna różnica polega na tym, że tę cenę płaci się z przyjemnością i z uśmiechem, nawet jeśli czasem bywa to uśmiech przez łzy.”~Paulo Coelho [Zahir] 



Przychodzą takie momenty, kiedy kumulują się wszystkie rzeczy do zrobienia NA JUŻ!
Każdy coś chce. Telefon nie przestaje dzwonić, skrzynka mailowa jest zawalona od wiadomości, a na dodatek doba jakby za krótka. Trzeba uciec. Chociaż na chwilę.





Staram się wtedy wybierać miejsca w których będę miała szansę się od tego oderwać, gdzie złapię trochę wolności i nie przytłoczą mnie kolejne zadania bądź po prostu tłumy ludzi.
Gdzie wiatr poczochra włosy do tego stopnia, że szybko ich nie ogarnę, więc nawet nie walczę. Gdzie patrząc przed siebie widzę tylko bezkres morza, a to daje poczucie wolności.
Takim miejscem już od kilku lat jest Orłowo.



Okolice klifu, molo, piękną plażę - odwiedzam regularnie. Pierwszy raz byłam tam z Asią, potem nie raz jeździliśmy tam z moim byłym, a obecnie chętnie zaglądam przy okazji wizyt w Trójmieście.
Tym razem wróciłam tam przytłoczona wszystkimi obowiązkami.

Zima. Od morza tak wiało, że na mojej głowie ledwo utrzymywała się czapka. Dookoła zaledwie kilku spacerowiczów- pomimo sobotniego popołudnia, nikomu chyba nie chciało się wychodzić w taką pogodę. Dla mnie to też był pierwszy raz w tym miejscu, w zimowej scenerii.

Chodziłam brzegiem morza ponad 2 godziny. Rąk nie czułam- stóp zresztą też nie. Telefon nie chciał reagować, gdy próbowałam robić zdjęcia, jednak na szczęście udało mi się uchwycić kilka ujęć.
Było pięknie!



















Wróciłam lekko przemarznięta, ale z tak świeżą głową, że po prostu wiedziałam, że było warto zmarznąć!
Polecam każdemu.
Morze teraz jest jedną z fajniejszych "ucieczek" ;)

P.S. Mam świadomość, że zdjęcia telefonem to.. zdjęcia telefonem, ale tym razem liczył się po prostu MOMENT.
Iluminacje świetlne w Parku Oliwskim. Zimowy akcent.

Iluminacje świetlne w Parku Oliwskim. Zimowy akcent.

" Bądź iskierką światła dla świata, który jest twoim otoczeniem."
~Helmut Thielicke


Światło. W każdym wydaniu niesie ze sobą coś magicznego.
Czasami jest to zapalona świeczka, czasami oświetlony budynek, innym razem łuna nad miastem bądź błysk pioruna. W każdym z tych przypadków- i nie tylko- uwielbiam oglądać.. światło.

 
Słysząc wieści o uruchomieniu iluminacji świetlnych w Parku Oliwskim w Gdańsku- wiedziałam, że postaram się tam zawitać, chociaż na krótką chwilę! I w momencie, gdy myślałam, że już nic z tego nie będzie, bo właśnie rozpoczynał się ostatni tydzień stycznia… przypadek sprawił, że się udało. Zrządzenie losu!

Wysokość świetlnej kurtyny była naprawdę imponująca. 


Był piątkowy wieczór, więc ludzi było sporo. Spacerowało się przyjemnie. Największe mrozy już ustały i opatuleni w czapki i szaliki oraz gruube kurtki, podbijaliśmy kolejne zakamarki parku. 

Po przejściu przez świetlny „tunel”, podziwiać można było jeszcze przeróżne oświetlone formy grzybów, fontann i niskie krzaczki przybrane w świecące lampeczki.
Dzieci miały tam niesamowitą zabawę. Ganiały we wszystkich kierunkach, próbując dotknąć chyba każdej lampki z osobna!









Moja opinia? Kurtyna wywarła na mnie bardzo bardzo pozytywne wrażenie.
Ogólnie jestem zadowolona, że jednak udało mi się dotrzeć przez końcem. Jeśli tylko będzie taka okazja- za rok chętnie wrócę!